“W szkołach uczymy bezradności, zamiast kreatywności, elastyczności myślenia i działania”. Czas na zmianę!

“W szkołach uczymy bezradności, zamiast kreatywności, elastyczności myślenia i działania”. Czas na zmianę!





O przemianach, jakie zaszły w edukacji na przestrzeni ostatnich 30 lat, nadwątlonej kondycji polskiego szkolnictwa i pilnej potrzebie zmiany oraz edukacji domowej, jako alternatywy dla systemowego uczenia  – rozmawiamy z Marią Lorek, współzałożycielką Fundacji „Elementarz” i wykładowczynią Uniwersytetu Śląskiego.




Maria Lorek jest dyrektorką i edukatorką  w  Ośrodku Doskonalenia i Kształcenia Ustawicznego „Elementarz” – szkolenia skierowane do nauczycieli w Polsce i za granicą. Pełni funkcję redaktor naczelnej biuletynu „Nauczyciel z Klasą”  i prezesa Stowarzyszenia Nauczycieli Edukacji Początkowej. Autorka podręczników dla uczniów: „My i nasz elementarz” oraz „My i nasza szkoła”. W 2008 roku otrzymała medal Komisji Edukacji Narodowej a w 2015 roku została Kobietą Sukcesu Województwa Śląskiego. Prywatnie jest mamą dwóch synów. 




Fundacja Elementarz, której jest Pani współzałożycielką obchodzi w tym roku 30-lecie działalności. Jakie kluczowe zmiany w edukacji zaszły w tym okresie?

Maria Lorek:  To już tyle lat? Jak ten czas ucieka. Trzydzieści lat temu byliśmy pełni zapału i nadziei na „wolną edukację” – taką, która w wielkiej mierze zależy od nas – organów prowadzących, a nie od odgórnych rozporządzeń i nakazów organizacyjnych. I istotnie, w owym czasie w szkolnictwie niepublicznym nie obowiązywało aż tyle regulacji, które dotyczyły szkolnictwa publicznego. Obecnie obowiązują nas prawie wszystkie zakazy i nakazy, poza wynagrodzeniami. 

Te trzydzieści lat to ciągłe zmiany, jedna goniąca drugą. Utworzenie gimnazjów w 1999 r. a następnie ich likwidacja, po 18 latach funkcjonowania; kilkuletni proces wdrażania, a następnie wycofanie obowiązku szkolnego dla sześciolatków;  kolejne zmiany podstaw programowych (1999 r., 2008 r., 2012 r., 2017 r.) – w sposób znaczący zmieniały warunki i zasady nauczania w polskich szkołach.
Uczestniczyłam nad opracowaniem w Ministerstwie Edukacji Narodowej  podstaw programowych. Prace nad nimi trwały bardzo długo. Były opracowywane zarówno w zespołach przedmiotowych, jak i międzyprzedmiotowych. I tak w zespole edukacji wczesnoszkolnej brali udział  nauczyciele przedmiotowi z klas IV- VIII i odwrotnie. Myśleliśmy o spiralności nauczania, o progu edukacyjnym pomiędzy III i IV klasą. Podstawy programowe były poddane konsultacjom społecznym.

Największe kontrowersje miały miejsce w 2017 r. kiedy to od przyjęcia ustawy „Prawo oświatowe” w dniu 14 grudnia 2016 r. do wprowadzenia reformy w życie 1 września 2017 r. minęło zaledwie dziewięć miesięcy. Skutkowało to koniecznością pilnego przygotowania nowych podstaw programowych oraz podręczników. Wszystko robiono na szybko, bez głębszych przemyśleń. Nagłaśnianym w debacie publicznej problemem stała się konieczność dostosowania w krótkim czasie budynków szkół i ich wyposażenia na potrzeby zmienionego ustroju szkolnego oraz zapewnienia właściwej higieny nauki i pobytu uczniów w szkole. Obawy rodziców dotyczyły również tzw. kumulacji roczników w I klasie szkół średnich w roku szkolnym 2019/20 z uwagi na jednoczesne zakończenie nauki przez uczniów klasy VIII szkoły podstawowej oraz klasy III wygaszanych gimnazjów. Natomiast nauczyciele, szczególnie gimnazjów, obawiali się utraty miejsc pracy. Spowodowało to, że nauczyciele zaczęli odchodzić z zawodu, szukając bardziej stabilnych i przewidywalnych miejsc pracy. Nie bez znaczenia były niskie wynagrodzenia i konieczność „obsługiwania” kilku szkół w ramach etatu. Dzisiaj brakuje w Polsce bardzo wielu nauczycieli, np. w samym województwie śląskim do pracy po poprzednich wakacjach nie wróciło ponad 1 300 nauczycieli.

Platforma LinkedIn wskazuje, że udział nauczycieli, którzy zmienili w ostatnim roku ścieżkę kariery, wzrósł w ostatnim roku o 62%. Umiejętności, które nauczyciele zdobyli przez lata pracy w szkole – szybkiego przyswajania i przekazywania wiedzy, zarządzanie stresem, wielozadaniowość, umiejętności związane z wystąpieniami publicznymi – są niezbędne w wielu zawodach – np. informatyce, handlu, branży szkoleniowej oraz na stanowiskach kierowniczych. Pensje, które oferuje sektor prywatny, są znacznie wyższe niż w branży nauczycielskiej.

Szkoły przepełnione są biurokracją, brak w nich miejsca na innowacje i kreatywność. Specjaliści od edukacji od lat apelują, że metody kształcenia dzieci i młodzieży wykorzystywane w szkole są bez sensu. Wkuwanie dat na pamięć i nadmiar teorii sprawia, że szkoły są nieefektywne, a wielu uczniów żyje w myśl zasady 3Z – „zakuć, zdać, zapomnieć”.

Przez te trzydzieści lat społeczność uczniowska i nauczycielska doświadczała niemalże permanentnych zmian, co zrodziło niepewność i dodatkowy stres dla jednych i drugich.

By nie popaść całkowicie w pesymizm – dobre zmiany w tym okresie to rozkwit metodyki, wprowadzanie nowych koncepcji, chęć doskonalenia zawodowego.

Umożliwiono też opracowywanie różnorodnych podręczników i możliwość ich wyboru, choć w konsekwencji wybór nie zawsze był podyktowany merytoryczną wartością, lecz możliwościami finansowymi wydawców. W tym czasie opracowałam kilkadziesiąt podręczników, zeszytów ćwiczeń, poradników dla nauczycieli skierowanych do uczniów klas I – III i przedszkoli. Najważniejsze to „Elementarz Pierwszej Klasy”, z którego uczyło się kilka milionów uczniów – dzisiaj już 34 – 37 latków, „Słońce na stole”, „My i nasz elementarz”, „My i nasza szkoła”. Brałam też udział w projekcie Ministerstwa Edukacji Narodowej „Włącz Polskę”, w którym przygotowywałam materiały edukacyjne dla polskich dzieci przebywających za granicą. Były to pierwsze podręczniki internetowe.




Co Pani zdaniem powinno zmienić się w Polskiej edukacji patrząc na rozwój technologiczny i konieczność wdrażania kompetencji XXI wieku?

Wielu ekspertów z dziedziny pedagogiki – i ja się z nimi zgadzam – wskazuje, że szkoły powinny przestawić się na nauczenie „czterech K”:

– krytycznego myślenia

– komunikacji

– kooperacji

– kreatywności.

W trzeciej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku zapewne istotna będzie zdolność radzenia sobie za zmianami, ustawiczne uczenie się nowych rzeczy i odporność psychiczna na stawianie czoła nieznanym sytuacjom. Doświadczyliśmy tego w okresie pandemii. A co jeszcze przed nami? Katastrofy klimatyczne, kryzysy gospodarcze, konflikty zbrojne? Jak przygotować dzieci – uczniów, do życia pełnego nieustannych przemian i niepewności? Kto w pełni odpowiedzialnie jest w stanie powiedzieć, jak będzie wyglądał świat za 10, 20, 30, czy 50 lat, kiedy to nasi uczniowie wkroczą na rynek pracy i będą aktywnymi obywatelami? Jakich umiejętności będą potrzebowali, by sprawnie funkcjonować? Tymczasem dalej uczymy, że świat wygląda tak, jak wyglądał kiedyś. Uczymy bezradności, zamiast kreatywności, elastyczności myślenia i działania.

Tak naprawdę w szkołach niewiele się zmieniło. Dalej skupiają się na wtłaczaniu informacji. Nie dość, że czyni to szkoła, to również środki przekazu, internet. Poza tym są to nie tylko informacje, ale i dezinformacje. I tu zadaniem szkoły powinno być kształcenie rozumienia zjawisk, odróżniania tego co ważne, od tego co niepotrzebne lub wręcz szkodliwe.

Dużo na ten temat napisał Mikołaj Marcela, który jest absolwentem naszej szkoły „Elementarz” w Katowicach. Uczęszczał do klasy „u” (równoległą klasą była klasa „ó”, inne równoległe to np. „ż” – „rz” czy w trzech oddziałach „dz”, „dź”, „dż”). Polecam jego książki, gdyż w dużej mierze traktują o kondycji polskiej edukacji, a w szczególności o tym, co robić, by miała ona sens i jakiej edukacji wymaga od nas wszystkich przyszłość. Na pewno zachęcą tytuły: „Dlaczego szkoła cię wkurza i jak ją przetrwać”, „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku”, „Selekcje, jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwo i świat”. 




Misją fundacji jest uczynienie z edukacji drogi do sukcesu – w jaki sposób realizujecie Państwo te założenia? 

Od kilku lat staramy się wdrażać koncepcję BLP – Building Learning Power (Budowanie Mocy Uczenia się) opracowaną przez prof. Guy Claxtona (Uniwersytet Winchester w Wielkiej Brytanii), światowej klasy naukowca w dziedzinie edukacji i badań nad umysłem (www.buildinglearningpower.co.uk). Jej założenia wskazują, które dyspozycje w uczeniu się należy kształcić, by rozwijać kompetencje kluczowe i przygotować uczniów do dobrego funkcjonowania teraz i w przyszłości.  Są to:

Determinacja, czyli chęć, gotowość do skupienia się na nauce. Oznacza pracę nad emocjami towarzyszącymi uczeniu się. 

Przedsiębiorczość jest to gotowość do uczenia się w różnorodny sposób. Oznacza posiadanie i stosowanie różnych postaw i strategii wobec uczenia się. Uczeń wyposażony w tę dyspozycję będzie umiał zadawać pytania na dany temat i łączyć nowe informacje z już posiadanymi. 

Refleksyjność oznacza zdolność do strategicznego podejścia do uczenia się. Ten aspekt mówi o nabyciu umiejętności zdobywania wiedzy na swój wypracowany sposób. Uczeń powinien potrafić zmotywować się, kontrolować, szukać i podejmować nowe wyzwania edukacyjne. Jest to taka refleksja nad procesem uczenia się i nad sobą, jako osobą uczącą się. 

Odwzajemnianie, czyli bycie gotowym chętnym i zdolnym do uczenia się samemu i z innymi. Dyspozycja ta mówi o relacjach z innymi ludźmi i współpracy, która nie zawsze jest wymagana, lecz może przynieść wiele korzyści. Dzięki tej dyspozycji uczniowie zrozumieją i będą posiadali zdolność wzajemnego uczenia się. 

Koncepcja BLP jest propagowana przez Stowarzyszenie Nauczycieli Edukacji Początkowej, której mam przyjemność być prezeską. Polską wersję opracowała dr Lidia Wollman, która jest autorką, współautorką i tłumaczką kilku publikacji na ten temat.

Ponadto od wielu lat realizujemy szereg projektów edukacyjnych, współfinansowanych ze środków unijnych. Pozwalają one nauczycielom na odejście od narzuconych schematów; prawie w każdym z kilkudziesięciu zrealizowanych projektów prowadzimy treningi skutecznego uczenia się. Projekty to także doposażenie małych wiejskich szkół w nowoczesne pomoce dydaktyczne, wizyty studyjne, wymiana dobrych praktyk.





W codziennej nauce dzieci stawiacie nie tylko na wiedzę, ale także na przyjaźń, wychowanie przez sztukę i ekologię, współdziałanie czy tolerancję – dlaczego to takie ważne? 

W naszych szkołach staramy się  zniwelować różnice w „ważności” nauczyciela i uczniów, a w konsekwencji przejęcie przez nich roli liderów społecznych w swoich małych ojczyznach. Realizowaliśmy też kilka projektów z grantów szwajcarskich, np: „Obywatele Małych Szkół”, „Mała Szkoła – Wielka Sprawa”, których celem było nabywanie kompetencji społecznych, postaw demokratycznych, tolerancji, współdziałania. Wychodzimy z lekcjami poza budynki szkolne, promujemy i zachęcamy uczniów do udziału we wszelkich przedsięwzięciach wolontariackich – od wielu lat w siedzibie Fundacji funkcjonuje sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Naszym „siedmioletnim dzieckiem” jest też Szkoła Muzyczna w Katowicach, w której w sposób szczególny uwrażliwiamy na sztukę, a w szczególności muzykę.




Szczególnie miejsce w Waszych projektach zajmuje troska o społeczności małych wiosek, skąd taki kierunek? 

Zaczęło się od tego, że zakładając w 1992 r. szkołę w Katowicach, opracowałam program, którego ważnym elementem były zajęcia w plenerze, wśród lasów, łąk, w czystym ekologicznie zakątku, gdzieś niedaleko aglomeracji miejskiej. Wybór padł na Jurę Krakowsko-Częstochowską – około 60 – 70 km od Katowic – gmina Niegowa, wieś Łutowiec. Tam znajdował się opuszczony budynek po Szkole Podstawowej. Szkołę reaktywowaliśmy i stała się ona bazą wypadową na zajęcia dla dzieci z Katowic. Funkcjonuje do dziś i jest jedną z najmniejszych szkół w Polsce, a w niektórych latach również w Europie. W tej samej gminie zaczęto likwidować kolejne szkoły. Mieszkańcy zwrócili się do nas o pomoc. I tak się zaczęło. Wszystkie szkoły wiejskie, które prowadzimy, decyzją gmin miały zostać zlikwidowane. Gdyby nie nasze działania, już by nie istniały. A szkoła na wsi to „serce małych społeczności”. 




Wspieracie edukację domową, szkoły związane z Fundacją Elementarz noszą miano szkół przyjaznych edukacji domowej – jaki potencjał widzi Pani w takiej formie nauczania? 

Każdy powinien mieć możliwość wyboru, jak chce, by uczono jego dzieci. Edukacja domowa jest tego przykładem. Ponadto rodziny mają różne plany życiowe. Nie wszyscy chcą mieszkać w jednym miejscu, zmieniają je, podróżują. Nasi przyjaciele kilkadziesiąt lat temu wyruszyli jachtem w podróż dookoła świata razem z dziećmi w wieku szkolnym. W grę wchodziła więc tylko edukacja wspólnie z rodzicami. W podręczniku mojego autorstwa „My i nasza szkoła” jest opowiadanie o nich, napisane przez Annę Onichimowską.

Są rodziny dla których nasz system klasowo-lekcyjny, gdzie każdego dnia mamy do czynienia z kalejdoskopem różnych przedmiotów nauczania, jest nie do przyjęcia. Zdecydowanie bardziej preferują blok uczenia się jednego przedmiotu przez miesiąc – dwa, potem kolejny blok i tak dalej. Dziecko jest w stanie zagłębić się w daną tematykę, gruntownie ją zrozumieć, poszerzyć, jeśli coś go zainteresuje. Nie musi po 45 minutach zmieniać toku myślenia np. z geografii na język polski. 

Taki styl pracy preferuje np. szkoła waldorfska – nauczanie prowadzone jest tu w systemie tzw. epok. Przez kilka tygodni (na ogół od dwóch do czterech) dzieci zajmują się jednym przedmiotem, np. matematyką, po czym następuje inna epoka (cykl) i inny temat. Najczęściej spotykanym zarzutem wobec takiego sposobu nauczania jest ryzyko, że uczniowie będą zapominać materiał z danego tematu, jeśli nie będzie on utrwalany w czasie pracy nad innym zagadnieniem. Pedagodzy waldorfscy odrzucają ten zarzut wskazując na wieloletnie doświadczenie z tego typu procesem dydaktycznym. Jednocześnie podkreślają, że system epokowy pozwala na głębokie wniknięcie w omawiane tematy i wielostronne ich opracowanie.



Dziękujemy za rozmowę!