Babcia z wnuczką podczas gotowania

“Najpierw byłam zła, teraz tę formę nauki polecam każdemu!” – wywiad z babcią, której wnuczka uczy się w edukacji domowej

Więź dziadków z wnukami jest nieoceniona. Miłość babci i dziadka jest wielka i bezinteresowna. Wychowali już swoje dzieci, nie czują presji w wychowywaniu wnuków. Mogą za to im towarzyszyć, być mentorami, mogą kochać je spokojną miłością. Mogą nawet trochę rozpieszczać, to ich prawo. Pokazują świat, nie spieszą się, mają czas na długie rozmowy, na wspominanie rodzinnych historii. Ich dom to ciepło, poczucie bezpieczeństwa i zapach pieczonego ciasta. 

Posiadanie rodziny wielopokoleniowej to dar. To trampolina dla naszego dziecka, dzięki której, poszybuje wysoko w dorosłe życie, wyposażone w wartości, poczucie przynależności i mocne korzenie.

Dziś przed świętem Babci i Dziadka  o wsparciu wnucząt w nauczaniu domowym rozmawiamy z Panią Ewą Cieślik – babcią Hani, która od września uczy się w edukacji domowej.




Jak zareagowała Pani na wieść o tym, że wnuczka będzie uczyła się w edukacji domowej?


Ewa Cieślik: Najpierw byłam zła…, że jak to tak? Jak można nie chodzić do szkoły?! Przecież nauka równa się chodzenie do szkoły, tak zawsze było! Nie wiedziałam, czym jest ta forma nauczania, nie znałam jej, miałam obawy. 

Moja ciekawość jednak zwyciężyła i pojechałam z córką i wnuczką na EduTrip do Krakowa – gdzie odbywało się spotkanie rodzin w edukacji domowej, organizowane przez Centrum Nauczania Domowego. Z Krakowa wróciłam zachwycona. Poznałam i usłyszałam rodziców oraz uczniów korzystających z edukacji domowej i już wiedziałam, że to jest super. Zrozumiałam, że da się uczyć poza murami szkoły. Odnalazłam w tym dużo plusów. 

Hania ma 7 lat, chodzi do pierwszej klasy, swoją przygodę z nauką zaczęła w edukacji domowej, nie zna nauki w systemie.




Jak zareagowały Pani koleżanki? Czy musiała Pani tłumaczyć im, czym jest ta forma nauki?


E.C: Najpierw rozmawiałam z jedną koleżanką. Niestety ku mojemu zaskoczeniu zareagowała negatywnie. Twierdziła, że krzywdzimy dziecko, pozbawiając je kontaktu z rówieśnikami. Nie dowierzała, że rodzice lub ja nie mając wykształcenia pedagogicznego, możemy uczyć Hanię w domu. Trudne było dla niej także do pojęcia, jak Hania, będąc zapisana fizycznie do szkoły, może do niej nie chodzić.




Dlaczego Hania przeszła na edukację domową?


E.C: Powodów było kilka, by wybrać tę formę nauki.  Po pierwsze ogromny problem z dostaniem się do wybranej szkoły stacjonarnej systemowej w naszym mieście.  6 miesięcy walki o to, by Hania poszła do szkoły wybranej przez rodziców, a nie do szkoły, która była odgórnie przypisana z rejonu. Niepowodzenia w tej sprawie jeszcze bardziej utwierdziły rodziców Hani w tym, że obecny system edukacji jest niewydolny i nie sprawdza się, więc nie pozostało nic innego jak przejście na edukację domową. 

Kolejny powód – rodzice Hani cenią sobie wolność i niezależność, lubią podróże mniejsze i większe, wyjeżdżają w całym roku kalendarzowym, więc nauczanie domowe jest tutaj super rozwiązaniem. Stawiają też na sport i rozwój pasji, co w zwykłej szkole systemowej mogłoby być trudne lub nawet niemożliwe.


Jak wnuczka teraz funkcjonuje? Czy ta forma edukacji sprawdza się w Waszym przypadku?


E.C: Po tych kilku miesiącach, kiedy Hania uczy się w domu, możemy jednogłośnie stwierdzić, że ta forma edukacji sprawdza się w naszej rodzinie. Hania sama lgnie do nauki. Wysypia się, rozwija swoje pasje. Jest śmielsza i bardziej otwarta w nowych kontaktach, a także w swoich wypowiedziach. Mamy porównanie z tym, jak w latach przedszkolnych była dzieckiem trochę wycofanym i bardzo, bardzo nieśmiałym. 

Widać, że brak stresu, ocen, przymusu nauki (wierszyki w przedszkolu publiczne występy) – wpływa na nią korzystnie, Hania jest pewniejsza siebie.

 

 

Jak spędzacie z wnuczką czas? Pieczecie ciastka? Opowiadacie bajki?


E.C: Tak pieczemy ciasteczka, czasem też gotujemy razem. Hania uwielbia jazdę na rowerze. 

Razem z rodzicami i bratem, mimo że jest zima i styczeń, dzięki nauce w domu, była już około 6 razy na rowerze w godzinach, w których jej koleżanki są w szkole. Hania uczęszcza także na zajęcia, które odbywają się w bibliotece miejskiej oraz domach kultury w naszym mieście. Uwielbia tworzyć biżuterię z zestawów kreatywnych, a ostatnio wraz z tatą tworzy małe cuda z żywicy epoksydowej. Spotyka się z koleżankami z przedszkola, a także ze starszymi dziećmi z osiedla. 

Z Hanią lubimy przebywać razem. Mamy dużo czasu na wspólne pogaduchy o „głupotkach” i spacery.

 




Czy wspiera Pani wnuczkę w nauce?


E.C: Wspieram Hanię i to bardzo. Gdy jest u mnie, to pozwalam jej czytać książkę o 21.00, a bywa tak, że o 7 rano uczy się z platformy, leżąc w łóżku w piżamie. Kiedy tylko mogę, jeżdżę Hanią i jej mamą na EduTripy, gdzie ona poznaje rówieśników, a my inne rodziny w edukacji domowej. Odpowiadam wszędzie wszystkim o tej formie edukacji.




Co powiedziałaby Pani wszystkim tym, którzy nie znają edukacji domowej?


E.C: Powiedziałabym, że nie wiedzą co ich dzieci lub wnuki tracą. Żeby się zapoznali z tą formą nauki, niekoniecznie przechodząc na nią. Jest to temat wart uwagi, który może wprowadzić wiele pozytywnych zmian w życiu całej rodziny. 

Można się uczyć wszędzie i o każdej porze dnia i nawet nocy, bez przymusu i stresu. Niedowiarków zapraszam i zachęcam do wzięcia udziału w spotkaniu i wysłuchaniu opinii samych uczniów i rodziców w edukacji domowej.