Woleliśmy uczyć córkę sami, żeby efekty były lepsze

Woleliśmy uczyć córkę sami, żeby efekty były lepsze





O edukacji domowej, szkole, wyjściu z systemu i byciu nauczycielem dla własnego dziecka rozmawiamy z Maciejem Szargotem, pracownikiem naukowym, profesorem Uniwersytetu Łódzkiego.




Profesor Maciej Szargot przez 12 lat był nauczycielem języka polskiego w bytomskich szkołach. Związany był także z Uniwersytetem Śląskim w Katowicach, a jako profesor nadzwyczajny pracował w Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach i w Akademii Ignatianum w Krakowie. Obecnie kieruje Zakładem Dydaktyki Języka i Literatury Polskiej na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego.




Ze środowiskiem akademickim i szkolnym jest Pan profesor związany od lat, a jednak zdecydował się Pan na zabranie dziecka z systemu. Dlaczego?

Profesor Maciej Szargot: Zdecydowała pandemia i nauczanie online. Obserwowaliśmy, jak to wygląda w praktyce, i doszliśmy do wniosku, że córka jest w zbyt ważnym dla siebie momencie edukacji (8 klasa), aby zdecydować się na taki eksperyment. Woleliśmy uczyć ją sami, żeby efekty były lepsze. 




Czyja to była decyzja? Dziecka czy może wspólna – rodzinna?

Wspólna. Córka nie czuła się zbyt dobrze w swojej szkole, chciała dostać się do dobrego liceum, a więc nie trzeba jej było przekonywać. Zaproponowaliśmy edukację domową i córka zgodziła się z radością. 




Jak długo trwała Wasza przygoda z edukacją domową?

Rok. W tej chwili córka jest uczennicą liceum, w którym notabene nauczyciele lepiej radzą sobie i z „normalnymi” lekcjami i z edukacją online. 





Kto był mentorem dziecka w tym czasie, jak wyglądało zorganizowanie sobie nauki?

Rozdzieliliśmy role. My z żoną jesteśmy polonistami, więc zajęliśmy się edukacją humanistyczną. Babcia uczyła matematyki, siostra – hiszpańskiego. Z kilkoma przedmiotami córka poradziła sobie sama (pod naszą kontrolą i z naszą pomocą). Do tego dodaliśmy korepetycje z fizyki i chemii oraz kurs angielskiego, w którym córka uczestniczy już od kilku lat.




Czy łatwo było się Wam „odszkolnić”?

Trudno powiedzieć. Sami z żoną jesteśmy dość „belferscy”, więc chyba nie tracimy tej cechy tak łatwo – zdaje się, że nie tylko w czasie edukacji domowej. Trzeba by spytać córki o wrażenia. Natomiast jeśli pytanie dotyczy tego, czy łatwo poradziliśmy sobie bez szkoły, to mogę powiedzieć, że w każdym razie sobie poradziliśmy. Efekt jest niezły – córka dostała się do renomowanej szkoły ze średnią ocen 5,6.




Jakie zmiany zauważyli Państwo w funkcjonowaniu córki?

Wydaje nam się, że w takiej domowej szkole poczuła się lepiej niż w instytucjonalnej. Mamy wrażenie, że zyskała więcej pewności siebie, uwierzyła we własne siły. Wydaje się też, że jest bardziej samodzielna i obowiązkowa, lepiej planuje własną pracę. Na pewno szkoda, że nie ma dobrego kontaktu z rówieśnikami, ale ten kontakt nie był najlepszy i przed pandemią. Trudno powiedzieć, co tu jest skutkiem, a co przyczyną, do czego przyczyniła się sama pandemia, a co może być efektem edukacji domowej.




Co ona sama mówi o doświadczeniu alternatywnej edukacji?

Córka nie lubiła szkoły, więc była zadowolona z edukacji domowej. Podobało jej się także to, że mogła bez skrępowania wyrażać własne zdanie, np. o lekturach szkolnych, co w szkole nie zawsze jest możliwe. 




Co najcenniejszego wynieśliście z tego okresu?

Myślę, że dobry kontakt z córką i jej przekonanie, że jakby co, to starzy mogą pomóc. Ale się zbytnio nie narzucamy.




Jakie były obawy i jak sobie z nimi poradziliście?

Jako główny problem widzieliśmy konieczność zdawania przez córkę tak wielu egzaminów w szkole. Na szczęście i ona, i szkołą stanęli na wysokości zadania – także nauczyciele byli bardzo pomocni i starali się jej nie stresować. Trzeba jednak powiedzieć, że comiesięczne egzaminy do końca były dla piętnastolatki olbrzymim stresem. *




Czy córka w edukacji domowej miała większą przestrzeń na rozwijanie zainteresowań?

Wydaje nam się, że przede wszystkim miała więcej czasu dla siebie. Mogła więc ten czas wykorzystywać właśnie na rozwijanie zainteresowań.




Czy zdecydowalibyście się na edukację domową wcześniej z perspektywy dzisiejszego doświadczenia? A może jest szansa, że Pana córka wróci na ed w liceum?

Myślimy, że szkołą ma jednak swoje plusy – zwłaszcza ten kontakt z rówieśnikami, o którym wspominałem. Córka czuje się dobrze w nowej szkole i nie odczuwa potrzeby powrotu do edukacji domowej. 




Jakie szanse widzi Pan profesor w edukacji domowej z perspektywy swojego doświadczenia jako nauczyciel?

Myślę, że nie jest to propozycja dla każdego i w każdym czasie. Natomiast w sytuacjach szczególnych, trudnych – tak jak to było w naszym wypadku – to z pewnością rzecz do rozważenia. Także wtedy, kiedy dziecko źle adaptuje się w szkole. Może się wtedy świetnie sprawdzić.




Edukacja domowa – czy warto? 

Warto, choć zawsze trzeba rozważyć plusy i minusy. W naszym wypadku sprawdziła się świetnie.





*W edukacji domowej rodzic w porozumieniu ze szkołą ustala terminy egzaminów klasyfikacyjnych dla swojego dziecka. To od rodzica i dziecka zależy harmonogram, a co za tym idzie jak często będą się odbywały egzaminy z poszczególnych przedmiotów. Egzaminy można zdawać co miesiąc, co kilka miesięcy lub jednorazowo na koniec roku szkolnego (nie później niż do 31 sierpnia dane roku).